piątek, 4 września 2015

Trójkąt bermudzki.

Kiedy wybieramy się na spacer robimy trójkąt. Nie idziemy dookoła, prędzej zygzakiem, jak ten etniczny wzór na mojej tunice vel sukience. Jeszcze kilka dni temu skwar pozwalał na ubranie się w tak luźny strój.



Jestem umordowana psychicznie i fizycznie. Od tygodnia jeźdzę pokonując dziennie dziesiąt kilometrów pomiędzy żłobkiem, a miejscem mojej pracy w schemacie trójkąta- z jednego końca miasta na drugi. Wiedziałam, że będzie ciężko, jednak rzeczywistość jest tak przytłaczająca, że momentalnie odbiło się to na mojej wadze. Teraz wyglądam jak dwa trójkąty stykające się wierzchołkami ;) 
Ciężko znoszę rozłąkę, to wyrywanie dziecka z rąk przez opiekunkę i donośny płacz dziecka, kiedy muszę jechać do pracy. I realia finansowe mnie powaliły na łopatki, okazuje się, że nie ma dofinansowania miasta do żłobków, więc rodzice płacą co najmniej dwa razy więcej niż za przedszkole, najmniejsza kwota miesięcznie to 700zł. Zrezygnowałam z całego etatu, bo przecież musiałabym widywać swojego piętnastomiesięcznego Malucha przez dwie godziny wieczorem, a przecież nie o to mi chodziło. I okazało się, że realizuję swoje ambicje zawodowe, zarabiając raptem na żłobek i paliwo. Nawet nie wiecie jak mi z tym źle. Czuję się jakbym zagubiła się w otchłani trójkąta bermudzkiego i nie potrafiła się z tego wydostać.
Jedynym pocieszeniem są takie wspaniałe chwile spędzane razem z Maluchem na spacerze.


 

Tunic, leggings: nn; Sandals:Vices (old)

43 komentarze:

  1. oh Asiu - ja sie tam nie znam bo w austrii realia sa troche inne, ale nie myslalas zeby rzucic ta prace? szkoda tego zebys pracowala tak jak mowisz na zlobek i paliwo. bo dokladnie na to samo wyjdzie jak bedziesz siedziala w domu... jej strasznie mi przykro jak sobie o tym pomysle :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca jest fajna, takiej szukałam (musiałam zmienić po powtocie z macierzyńskiego, bo w poprzedniej nie było dla mnie dobrej oferty), tylko płaca fatalna, bo dopiero zaczynam w tej grupie wiekowej dzieci i muszę się doszkolic. Do tego czasu jestem na najniższym stopniu zaszeregowania, szkoda tylko, że to może potrwać nawet rok.

      Usuń
  2. Doskonale wiem co czujesz... Przy drugim dziecku moja praca straciła sens,bo nie zarobiłabym na opiekunki i koszty dojadu do pracy dlatego zostałam w domu... Niestety takie są realia życia w Polsce. Ściskam Cię mocno.
    p.s. Płaczem dziecka się nie martw. Dzięki temu, że dziś zostanie z opiekunka, którą za pare tygodni prawdopodobnie będzie uwielbiał, za jakiś czas stanie się silniejszym chłopcem i nie będzie płakał w przedszkolu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie się nie rozglądam to niemal każda mama wraca po urodzeniu dziecka na gorsze warunki pracy albo musi szukać nowej. Chore jest to, że każde przedszkole ma gwarantowane dopłaty od miasta a żłobki mogą mieć a nie muszą czego efektem jest brak dopłat i rodzice ponoszą pełne opłaty pobytu dziecka w placówce, a mało nie jest.Wynika z tego, że rząd myśli kategoriami, że każda matka siedzi w domu z dzieckiem do 3 roku życia, tylko na utrzymaniu męża albo rezygnuje z pracy, bo nie opłaca się pracować. Zero polityki prorodzinnej.

      Usuń
  3. To smutne, ze kobiety i młode matki muszą w ten sposób zaczynać wpólne życie z maluszkiem :( niestety takie są realia w PL, .. nad czym bardzo ubolewam..to trudny temat..nie ma tu mądrości które pomogą..chyba trzeba to przetrwac , myślę, ze z czasem będzie Ci łatwiej, bynajmniej trzymam mocno kciuki, zeby tak bylo ♥ ♥ ♥ duzo siły, samozaparcia i cierpliwośi kochana, a wszystko się poprostuje :****

    Duzo ciepła i słonca Ci życzę ♥
    Buziaki !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-) Staram się to przetrwać, ale z pustego i Salomon nie naleje :( liczę na to, że znajdę jakieś rozwiązanie, pozdrawiam

      Usuń
  4. A nie ma u Was jakichś klubów malucha albo żłobków prywatnych?
    tam bardzo często wbrew pozorom kwoty są mniejsze, a opieka lepsza, bo takie placówki jakoś się klientów przyciągnąć starają - a to nastawienie na rozwój sensoryczny, a to jakieś bajery, więc kadra wyspecjalizowana... no i może jest możliwość posłania dziecka na konkretną, mniejszą liczbę godzin?
    Patrzyłaś, szukałaś?

    a może niania, przecież na pewno macie tam jakieś studentki, dziewczyny, które dzieci szczerze kochają, a że dopiero zaczynają, to i z wiedzą są na bieżąco i bardziej się przejmują?

    Musi być jakieś rozwiązanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chodzi do prywatnego żłobka i to jednego z tańszych, ale o bardzo dobrych warunkach lokalowych i kadrowych. Kluby malucha to nie to samo co żłobki, mogą mieć inne zasady np.spania na materacach w tej sali co się wcześniej dzieci bawiły (co mi osobiście nie odpowiada, bo dziecko ma spać od 12 do 14, czujesz? Które małe dziecko po roku czasu chce być tak tresowane? To nie ten etap wiekowy) a żłobek musi mieć osobną salę do spania z łóżeczkami- wymóg ustawowy.Kluby często ogłaszają się jako żłobki, chociaż nimi nie są, a dziecko w klubie według przepisów może przebywać max.5godzin. Rodzic widzi cene żłobka np.700zł i cenę klubu malucha 350 zł, to zapisze dziecko do klubu, tyle, że powyżej 5h płacisz za każdą godzinę pobytu dziecka w ramach tzw.karnetu godzinowego który wynosi drugie tyle, czyli wychodzi na to samo. A to wszystko bez kosztów jedzenia, gdzie średnio stawka za jedzenie to 10zł za dobę.
      Opiekunka bierze za cały etat średnio 1000zł, jedynie zaprzyjaźnione "babcie" mniej biorą. Ja mam opory wpuścić na dom obcą osobę, za bardzo mi wyobraźnia działa. A moja mama jest czynna zawodowo, więc sama rozumiesz.
      A co ciekawe pracuję z dziećmi niepełnosprawnymi jako pomoc nauczyciela z kodeksu pracy, bo nie mam przedszkolnej zrobionej czyli nie mam uprawnień do pracy jako nauczyciel wspomagający pomimo tego że jestem nauczycielem mianowanym, oligofrenopedagogiem i terapeutą, siedem lat pracowałam z dziećmi tylko starszymi. Za to mam uprawnienia do zajęć rewalidacyjnych w tym samym przedszkolu i tak pracuję jako nauczyciel, tyle że godzinowo marnie to wychodzi. Absurdy są w naszym państwie, bo na wszystko papier musi być, żebyś określoną metodą mogła pracować, koszt szkolenia np. Bobath'ów albo SI (integracji sensorycznej) to około 20tys.zł a praca za pensję rzędu 2tys.miesiecznie. Możesz sobie potem ewentualnie swój gabinet otworzyć, ale wyposażenie go to kolejne 50tys.

      Usuń
  5. Jeszcze zatęsknimy za takimi ciepłymi dniami. Niestety, koniec lata...
    Słodkiego malca tam masz;-) Słodziak.
    Tunika jest w kroju, który Ci służy.

    OdpowiedzUsuń
  6. wyskrobałam maila, więc teraz tylko krótko napiszę śłicznie wygladasz

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie właśnie z powodu braku zabezpieczenia kobiet przeraża macierzyństwo. Sama wskoczyłam na umowę zastępstwo (Zwiększyli mi etat dodając obowiązków za koleżankę, które była w ciąży) i wiąże się to z utratą pracy,gdybym sama zaszła - niepoważne. Ale pamiętam jak moje pierwsze dni przedszkola mijały i trud rodziców, od października będzie lepiej. Przyzwyczaicie się ;) powodzenia! )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki za słowa pocieszenia :) Każdy dzien jest inny, ale ciekawy :)

      Usuń
  8. Zobaczysz...teraz jest cięzko, ale ułozy się wszystko powolutku! :) Będzie dobrze! :) Bardzo dobrze, ze dziecko od najmłodszych lat kontaktuje się z innym środowiskiem niż tylko rodzice, dom :)
    buziaki, Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdania, że dziecko powinno się uspołeczniać od najmłodszych lat, ale nic na siłę i nie na głęboką wodę. Jak widze te maluszki, któe siedzą po 10 godzin w żłobku i wołąja "mama" to mi serce pęka.

      Usuń
  9. Asiu, wiem o czym piszesz:) Ja chwała Bogu mam teraz problemy z świetlicami szkolnymi, a to już mniejszy ból, ale parę lat temu to była masakra. Moi oboje synowie uczęszczali do żłobka, potem gdy jeden był już w przedszkolu to drugi w żłobku, każda placówka łącznie z moją pracą w innej miejscowości, słabo ten okres wspominam. Zdarzyło mi się nawet, że zapomniałam, że jeszcze jednego mam w aucie i do pracy z nim pojechałam, na szczęście w porę się do mnie odezwał i zdążyłam zawrócić:)
    Pocieszę Cię tylko,że ten okres tak pędzi, że ani się nie obejrzysz a maluch pójdzie do szkoły. Nadmiar obowiązków powoduję, że czas pędzi jak szalony:)
    Ważne żebyś była szczęśliwa, a myślę, że mama spełniona zawodowo to szczęśliwa mama:)
    Powodzenia:)
    Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie teraz nieźle nastraszyłaś... ja na szczęście mam opanowane co trzeba i sporo szykuję sobie wieczorem, bo potem wszystko w pędzie i po omacku. Układam sobie wszystko jeszcze raz i jak juz myślę, że jest ok, to nagle jakaś zmiana i wszystko burzy mi się jak domek z kart. Nie wiem na czym stoję, za to wiem czego chcę i daję sobie czas :) Dzieki wielkie :)

      Usuń
  10. Łuuuuu...brutalnie, włos się jeży :/. Nie no, pracować tylko po to, żeby opłacić żłobek i paliwo, to się rozmija z celem. Kobity to mają przekichane, albo i lepiej - to co dzieci w pampers robią :(((. Czyli zostaje do wyboru albo zrezygnować z pracy i zajmować się domem, albo nigdy nie zdecydować się na bycie Mamą. Chyba że zdecydować się na bycie Mamą i zasilić szeregi w MOPSach, bo chyba cała chora polityka naszego państwa do tego prowadzi. Masakra :((.

    Trzym się dzielnie. Na pocieszenie dodam Ci, że ja kiedyś pracowałam po 12, 13 godzin dziennie, cierpiało na tym wszytko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety teraz z pracą dla mam nie jest za wesoło, dziewczyny zagryzają zęby i tyrają, pomimo tego, że dzieciaczki cierpią, okrutne to wszystko i tyle.

      Usuń
  11. To o czym piszesz jest straszne! Pamiętam jak moja koleżanka oddała córeczkę do żłobka bo nie wytrzymywała już w domu, dostawała na głowę z powodu braku realizowania swoich zawodowych ambicji i braku kontaktu z ludźmi. Wypłata starczała jej dokładnie na to co Tobie, była śmiertelnie zmęczona i zdruzgotana. To jest paskudne. Idziesz do pracy, zostawiasz własne ukochane dziecko pod opieką obcych, rozłąka i w zamian za to że urodziłaś nowego obywatela państwo serwuje Tobie jakieś grosze bo pozwala na wypłacanie tak głodowych pensji. Bardzo Tobie współczuję i przyznaję że naprawdę podziwiam takie kobiety jak Ty!!! Trzymam też kciuki abyś znalazła najlepsze wyjście z tej trudnej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukam wyjścia z tej sytuacji, czekam teraz tylko na szczęśliwy los, szansę czy palec Boży, jak zwał tak zwał, bo ja ze swojej strony zrobiłam co mogłam.

      Usuń
  12. Z takiego powodu ja pracowałam tylko u siebie na swoich warunkach, albo wcale. Ale też były czasy, że młodego cały dzień nie widziałam. Do żłobka nie dałabym dziecka, bo zawsze mi się wydawało, że dziecko jest za małe, by już go zbierać mamie. Wiem, że kariera i ścieżaka zawodowa dla większości kobiet jest bardzo ważna. Dla mnie nie była. Może niestety. Ale za to mam super więź z synem.Teraz, kiedy zaczyna być w trudnym nastoletnim wieku, to wychodzi. Ale to prawda, że my kobiety, decydując się na matkowanie, stajemy przed właściwie żadnym wyborem. Co byś nie zrobiła, zawsze ktoś będzie na tym stratny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem czego chce, a czego nie chcę i to jest troche takie targowanie sie z losem, bo nie da się mieć wszystkiego. To najtrudniejszy dla mnie czas w życiu zawodowym, a o byciu mama nie wspomnę.

      Usuń
  13. Asiu, to taki przejściowy okres, rozumiem, że jest trudno ale w pracy są perspektywy i z każdy rokiem będzie coraz lepiej! wiadomo, nowa praca - nowa płaca;) A jak mały ma dobrą opiekę a Ty możesz się zawodowo rozwinąć to warto :)

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu niby są perspektywy, ale nie do końca, nie lubie takich "gruszek na wierzbie", kto wie co będzie za rok? Dlatego skupiam się na tym co chcę teraz, a przy okazji dążę do realizacji swojego planu :))

      Usuń
  14. To jest właśnie szara rzeczywistość pracującej matki:(
    A z takim maluszkiem trzeba jak najwięcej spędzać czasu, bo on za chwilę będzie nastolatkiem i już nie będzie Cię tak bardzo potrzebował...
    Jednej recepty chyba na to nie ma...

    A zestaw spacerowy jak najbardziej optymistyczny i energetyczny... jakby na przekór:))
    Trzymaj się Joasiu:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się wszystko pogodzić kochana :))

      Usuń
  15. Eh, Kochana, cóż, niestety kobiety, matki łatwo nie mają. U mnie tak się sprawy potoczyły, że mi podziękowano za pracę, bez powodu. Ale nie a tego złego. Próbuję działać na własny rachunek.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidia, nie wierzę! Piszesz o teraźniejszej sytuacji? Przecież dopiero co wróciłaś do pracy, a tu taka przykra sytuacja. Jestem przekonana, że sobie poradzisz, a jakbyś potrzebowała sumiennego i konkretnego pracownika, to ja jestem chętna :)

      Usuń
  16. Wiem, że kwestia żłobka jeszcze przede mną, ale to jest po prostu skandal. Ceny są przytłaczające. Trzymaj się dzielnie! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Dzieki za pocieszenie :)

      Usuń
  17. Mam nadzieję, że mimo wszystko sytuacja się jakoś ułoży :( Tyle kasy i do tego jeszcze więcej nerwów to nie jest dobre rozwiązanie :(
    Ptysiablog

    OdpowiedzUsuń
  18. Asiu, dlatego ja zdecydowałam nie podejmować pracy dopóki dziewczynki nie pójdą do przedszkola!!! Może to brak ambicji, jednak... wolę te pierwsze lata ich życia spędzić razem z nimi, skupiona na macierzyństwie, zrelaksowana (w miarę ;)), spokojna. Dlaczego ktoś obcy ma się zajmować moimi dziewczynkami??? Na samą myśl włącza mi się niepokojąca zazdrość :). Z głodu nie umieramy, a Misiek też ma satysfakcję, że jest jedynym żywicielem rodziny :). I na pracę czas przyjdzie :).
    P.S. Tunika ma przepiękne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też nie umieramy ( jeszcze), ale nie ukrywam, że znacznie lepiej byłoby, gdybym jednak jakieś konkretne dochody osiągała, bo przecież za cos to moje dziecko rehabilitować muszę. Przedtem jak tysiączek znikał z konta to nawet nie zauważyłam, a teraz na wszystko muszę z liczydłem w ręku. Zdruzgotana jestem ta sytuacją, w dodatku moje przypuszczenia co do "krainy moidem i mlekiem płynącej" jak ją to opisywała moja szefowa, okazały się słuszne i już wiem, że trzeba brać nogi za pas :)
      Dzięki Justynko, całuj dziewczynki :-*

      Usuń
  19. Świetnie,prosto i wygodnie:),mi brakuje tych upałów:(

    OdpowiedzUsuń
  20. Asieńko ,nie wiem czy to będzie pocieszenie....ale widzę,to tak,że większość matek przez to przechodziło,może faktycznie nie wszystkie :) ale nie martw się,,wielu z nas nie było łatwo.....ale czas wszystko zmienia,poukłada się ,zobaczysz,trzeba tylko dać czasowi czas ! Bądź cierpliwa,po burzy przyjdzie słońce :)

    OdpowiedzUsuń
  21. pięknie wyglądasz w błękicie:) śliczna stylizacja i uroczy maluszek:*

    OdpowiedzUsuń
  22. Asiu, przerabiałam to, więc Cię rozumiem.
    Mam nadzieję, że się wszystko ułoży. :)
    W niebieskościach Ci ślicznie!!!

    OdpowiedzUsuń

Komentuj zgodnie z kulturą blogową- szanuję Twoje zdanie, ale wszystkie obraźliwe komentarze będą usuwane.