Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 lipca 2013
Water not only for the crane and heron.
Trochę wody dla ochłody... oj, zdałoby się. Najbardziej oblegane w czasie upałów są wszelakie kąpieliska- te dozwolone i te niebezpieczne- zakazane, co niestety skutkuje stale rosnącą statystyką utonięć. Wybraliśmy się na chwilę dla relaksu na spacer wzdłuż zbiornika wodnego, chcąc odrobinę pomoczyć nogi. Nie zamierzam kapać się w niejasnej jakości wodzie, która gości pół miasta. Zdecydowanie bardziej wolę baseny, najlepiej te zamknięte. Przemierzając kilkanaście kilometrów pieszo zewsząd czuć było smażone kiełbaski z grilla, słychać głośne rozmowy, śmiech i wznoszone toasty puszkami z piwem. Według wielu młodych weekend bez alkoholu to czas stracony. Ale... mnie do szczęścia wystarczy odrobina słońca, długi i wyczerpujący marsz, a potem opluskanie stóp.
niedziela, 21 lipca 2013
Relic hunter, Tenczyn.
Od kilku lat tradycją stało się odwiedzanie pobliskich zamków i przypominanie legend z nimi związanych. Tym razem wybór padł na oddalony o kilkanaście kilometrów od Krakowa zamek Tenczynek. Jest on ciągle w renowacji, przywracana jest mu dawna świetność, więc wejście na zamek okazało się niemożliwe, szkoda, bo byłoby co Wam pokazać. Umiemy też wślizgiwać się niczym duchy na pozostałości komnat, ale tym razem nie zaryzykowaliśmy spadającej na głowę cegłówki. Całość możecie podziwiać w nagłówku bloga ( a właściwie stan obecny). A tak oto wyglądał jeszcze przed rozpoczęciem prac.
Legenda zamku głosi, że żona jednego z właścicieli Tenczyna została zamurowana żywcem w baszcie, po odkryciu jej licznych zdrad przez męża. Do dziś tajemnicze odgłosy mają się wydobywać z głębi ruin.
Jeśli chcecie wspomóc ratowanie tego średniowiecznego zabytku, możecie dowiedzieć się więcej tutaj
Możecie też oglądnąć film przedstawiający ruiny zamku tutaj
A teraz troszkę zdjęć z wyprawy.
Legenda zamku głosi, że żona jednego z właścicieli Tenczyna została zamurowana żywcem w baszcie, po odkryciu jej licznych zdrad przez męża. Do dziś tajemnicze odgłosy mają się wydobywać z głębi ruin.
Jeśli chcecie wspomóc ratowanie tego średniowiecznego zabytku, możecie dowiedzieć się więcej tutaj
Możecie też oglądnąć film przedstawiający ruiny zamku tutaj
A teraz troszkę zdjęć z wyprawy.
niedziela, 14 lipca 2013
Holiday postcard.
Zasłużone wakacje okazały się aktywnymi chwilami pomiędzy rozwiązywaniem tysiąca spraw zawodowo-prywatnych. Pomimo wielu założeń zrealizowałam zaledwie dwa. I tak oto przedstawiam Wam wakacyjny luz, bez żadnego szyku, wyłącznie turystyczne wydanie.
Zatęskniłam za gwarem wielkiego miasta (pomimo tego, że pracuję w hałasie kilkudziesięciu decybeli rozkrzyczanych gardeł ) i jak już wylądowaliśmy w pobliżu, to koniecznie na pierwszy rzut poszedł Wrocław. Zostaliśmy tam przyjęciu bardzo życzliwie, tym bardziej, że jako zapalona psiara, nie zostawiam pupili w hotelu, lecz tacham je za sobą. Polecam każdemu Wrocław- miasto wielu przewijających się kultur, pełne serdeczności. Już dzisiaj wpisuję je do ulubionych, zaraz po moim ukochanym Krakowie :)
Pokonać prawie 300 km, aby zjeść pyszną kolację? Dlaczego nie? Wakacje to najlepszy czas na realizację, nawet tych najbardziej szalonych pomysłów. Gorąco polecam "Restaurację pod Fredrą" i polskiego królika- mmm, pycha :) Pieski są tam mile widziane i dostaną pełna michę wody.
A potem już tylko biegiem z powrotem, wszystko co dobre szybko się kończy, a my musimy ruszać w dalszą drogę.
Jeszcze ostatnie uchwycenie zachodu słońca na "do widzenia".
Zatęskniłam za gwarem wielkiego miasta (pomimo tego, że pracuję w hałasie kilkudziesięciu decybeli rozkrzyczanych gardeł ) i jak już wylądowaliśmy w pobliżu, to koniecznie na pierwszy rzut poszedł Wrocław. Zostaliśmy tam przyjęciu bardzo życzliwie, tym bardziej, że jako zapalona psiara, nie zostawiam pupili w hotelu, lecz tacham je za sobą. Polecam każdemu Wrocław- miasto wielu przewijających się kultur, pełne serdeczności. Już dzisiaj wpisuję je do ulubionych, zaraz po moim ukochanym Krakowie :)
Pokonać prawie 300 km, aby zjeść pyszną kolację? Dlaczego nie? Wakacje to najlepszy czas na realizację, nawet tych najbardziej szalonych pomysłów. Gorąco polecam "Restaurację pod Fredrą" i polskiego królika- mmm, pycha :) Pieski są tam mile widziane i dostaną pełna michę wody.
A potem już tylko biegiem z powrotem, wszystko co dobre szybko się kończy, a my musimy ruszać w dalszą drogę.
Jeszcze ostatnie uchwycenie zachodu słońca na "do widzenia".
Subskrybuj:
Posty (Atom)